Śmierć Danuty Siedzikówny była podwójną zbrodnią. Pierwsza — oczywista i natychmiastowa — to egzekucja osiemnastolatki przez reżimowy aparat sprawiedliwości. Druga zbrodnia rozciągała się na dekady: była nią celowa, systematyczna polityka zacierania śladów po ofiarach, pozbawiania rodzin możliwości pochówku, odbierania zmarłym — i żywym — prawa do grobu, pamięci i żałoby. Przez ponad pół wieku nie wiadomo było, gdzie spoczywają szczątki Inki.
Po egzekucji 28 sierpnia 1946 roku ciała Danuty Siedzikówny i Feliksa Selmanowicza zostały pochowane w tajemnicy — praktyka charakterystyczna dla komunistycznych władz wykonujących wyroki śmierci na żołnierzach podziemia. Lokalizacje grobów były celowo ukrywane, by uniemożliwić miejscom pochówku stanie się miejscami kultu i pamięci. Rodziny nie były informowane. Nie miały prawa do ciał. Nie miały gdzie złożyć kwiatów ani odmówić modlitwy. Sama śmierć miała być ostateczna i anonimowa — jakby władza chciała wymazać nie tylko życie, ale i ślad po istnieniu.
Przez lata komunizmu Inka była postacią skazaną na milczenie: jej imię nie mogło pojawiać się publicznie, jej historia nie mogła być opowiadana. Ci, którzy ją pamiętali, milczeli ze strachu. Ci, którzy chcieli mówić, nie mieli gdzie. Dopiero przemiany polityczne 1989 roku otworzyły możliwość mówienia prawdy o Żołnierzach Wyklętych — ale otwarcie archiwów i odbudowywanie pamięci to jedno, a odnalezienie szczątków to zadanie o wiele trudniejsze, wymagające lat żmudnych poszukiwań.
Instytut Pamięci Narodowej podjął systematyczne poszukiwania miejsc pochówków ofiar komunistycznych egzekucji w wielu lokalizacjach w Polsce, w tym w Gdańsku. Śledztwa, wywiady ze świadkami, kwerenda archiwalna, analizy dokumentów więziennych — wszystko to składało się na mrówczą pracę detektywistyczno-historyczną, której celem było przywrócenie tożsamości bezimiennym szczątkom. W przypadku Gdańska szczególne znaczenie miały informacje dotyczące kwartału przy dawnym więzieniu na ulicy Kurkowej oraz terenów, gdzie funkcjonariusze UB mogli potajemnie zakopywać ciała.
Przełom nastąpił w 2014 roku. W wyniku prac archeologicznych prowadzonych przez IPN na terenie Łączki na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie oraz na terenie Gdańska zaczęły pojawiać się ludzkie szczątki — fragmentaryczne, pozbawione imion, wrzucone do ziemi z pośpiechem i bez jakiegokolwiek szacunku. Identyfikacja wymagała zastosowania najnowocześniejszych technik badań genetycznych: analiz DNA, porównań z materiałem pobranym od żyjących krewnych, badań antropologicznych i stomatologicznych. To była praca detektywistyczna prowadzona na poziomie molekularnym — próba przywrócenia tożsamości ludziom, którym kiedyś odebrano wszystko.
Szczątki Danuty Siedzikówny i Feliksa Selmanowicza zostały ostatecznie zidentyfikowane przez Instytut Pamięci Narodowej we współpracy z ekspertami medycyny sądowej. Identyfikacja opierała się na badaniach DNA potwierdzonych analizą materiału kostnego. Kiedy wyniki badań potwierdziły tożsamość, było to wydarzenie o znaczeniu daleko przekraczającym wymiar kryminalistyczny: to był moment, w którym historia odzyskała swoich bohaterów, a Polska oddała im to, czego przez dziesięciolecia była im winna — prawo do godnego spoczynku z własnym imieniem.
Uroczysty pogrzeb Danuty Siedzikówny „Inki" i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka" odbył się 28 sierpnia 2016 roku w Gdańsku — dokładnie siedemdziesiąt lat po egzekucji. Ceremonii towarzyszyły wojskowe honory, obecność najwyższych władz państwowych, przedstawicieli Kościoła i tysięcy zwykłych obywateli, którzy przyszli oddać hołd. Msza święta została odprawiona w Bazylice Mariackiej — jednym z najwspanialszych kościołów w Polsce — po czym kondensacja spoczęła na Cmentarzu Garnizonowym w Gdańsku.
Siedemdziesiąt lat czekania na grób. Siedemdziesiąt lat bezimienności. I wreszcie — powrót do świata żywych, do historii, do pamięci zbiorowej. Odnalezienie szczątków Inki jest symbolem nie tylko dla jej osobistej historii, ale dla całego projektu przywracania godności Żołnierzom Wyklętym: temu pokoleniu, które walczyło za Polskę i przez dekady było przez Polskę milcząco porzucone.